Pewnie się powtarzam, ale napiszę to jeszcze raz. Żeby było u góry, na samym początku. Nienawidzę sprzątać. Naprawdę. W moim idealnym świecie, wszystko wracałoby zawsze na swoje miejsce i samo doprowadzało się do czystości. Takie czary to by było coś!

Niestety, aż tak zaawansowaną czarodziejką nie jestem. Muszę sobie radzić z patentami dla mniej wtajemniczonych czarownic. Na szczęście, większość z nich działa. I choć regularnie staję bosą stopą na klockach lego, choć misie i książki odkładam na miejsce pierdylion razy dziennie i zdarza mi się ochrzaniać pralkę – przeważnie sobie radzę.

Ale nie zawsze tak było. I pewnie, gdybym po urodzeniu pierwszego dziecka żyła i sprzątała jak wcześniej, nawet Perfekcyjna Pani Domu nie odważyłaby się pokazać mnie w swoim programie. Udało się jakoś i wypracowałam system, którym się niżej dzielę.