Jem bardzo mało pieczywa, jednak moi Panowie nie wyobrażają sobie bez niego śniadań i kolacji. Dlatego, choćbym nie wiem jaką dietę niskowęglowodanową akurat stosowała, bułki i chleb są zawsze obecne w naszej kuchni.

Od pewnego czasu stratam się nie kupować pieczywa w sklepach. Choć w norweskim chlebie jest o wiele mniej ulepszaczy i sztucznych dodatków, wciąż są one w nim obecne. Dlatego, motywowana przede wszystkim dobrem mojego zakochanego w  bułkach czterolatka i kolejną ciążą, zdecydowałam, że przestajemy kupować sklepowe pieczywo.

Na początku bałam się jak to ogarnę w praktyce – czy wystarczy mi czasu, energii i zapału, czy motywacja nie wyczerpie się po kilku tygodniach, a Rodzina nie zacznie marudzić. Okazało się jednak, że była to jedna z najlepszych decyzji kulinarnych, jakie mogłam podjąć, a dodatkowo wiąże się z nią znacznie więcej zalet, niż przypuszczałam.

Domowe pieczywo to przede wszystkim:

  • całkowita kontrola składników
  • zawsze świeże pieczywo pod ręką – i zawsze tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść
  • oszczędność pieniędzy
  • mniejsze zużycie plastiku
  • nieograniczone pole do eksperymentów i gwarancja różnorodności
  • cudowny zapach i atmosfera w domu
  • magiczne doświadczenie dla dziecka
  • fantastyczny patent na niejadka

Domowe pieczywo i całkowita kontrola składników.

Choćby nie wiem jakie obietnice składali producenci pieczywa, nigdy nie masz pewności, co tak naprawdę do niego dodają. Piekąc chleb, bułki, chałki, drożdżówki w domu masz pewność, że wybierasz najlepsze składniki. W moim przypadku jest to zazwyczaj ekologiczna mąka, mleko bez laktozy, ekologiczne masło, najlepszej jakości oliwa, świeże drożdże lub samodzielnie przygotowany zakwas i ekologiczne jajka.

Zawsze świeże pieczywo pod ręką – i zawsze tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść

W ciągu roku piekę bułki przeważnie raz na dwa trzy dni – w tym czasie znikają. Inaczej jest latem – sezon pikników i grilli sprzyja częstszemu pieczeniu, a świeży chleb znika szybciej niż się pojawia.

Przepisy, z których korzystam i którymi dzielę się z Wami na stronie zwykle dają około 8-12 malutkich bułeczek i około 6 tradycyjnych, dużych. Dla naszej rodziny to gwarancja, że pieczywo nie czerstwieje, a my nie musimy go suszyć na bułkę tartą albo wyrzucać. W przypadku pieczywa sklepowego, zwykle odmrażanego, bardzo często zdarzało się, że zanim uschło, pojawiała się pleśń. Nigdy tego nie doświadczyłam piekąc w domu.

oszczędność pieniędzy

W moim przypadku, mimo iż nie korzystam z najtańszych składników, domowe pieczywo wychodzi i tak znacznie taniej niż kupowane w sklepie. Oczywiście jest to kwestia dyskusyjna, zwłaszcza, jeśli policzymy czas i energię potrzebną na choćby sam piekarnik. Niemniej jednak widzę ogromną oszczędność.

Poza tym, jeśli piekę na przykład więcej bułeczek albo chlebków polarnych, mam zawsze coś do zamrożenia. To też pozwala mi na oszczędność, również czasu.

Kiedyś mroziłam kupowane chlebki – do chwili, gdy koleżanka pracująca w sklepie poinformowała mnie, że to pieczywo było już mrożone wcześniej – o czym nikt nie wspominał na etykiecie. Zamrożone, domowe chlebki, bułki lub kromki chleba lądują przed śniadaniem w tosterze na kilka minut i po chwili są jak prosto z pieca.

mniejsze zużycie plastiku

Choć czasami udawało mi się kupić pieczywo bez foliowej torebki, było to zawsze trudne – jakoś przecież trzeba je spakować. Odkąd piekę sama, zużywamy znacznie mniej plastiku.

nieograniczone pole do eksperymentów i gwarancja różnorodności

Na początku, gdy czułam się totalnie niepewnie w kwestii wypieków, jedliśmy wyłącznie kajzerki. Zawsze mi wychodziły i smakowały jak te polskie, za którymi tak tęskniliśmy. Po kilku tygodniach mieliśmy ich niestety po kokardę i musiałam znaleźć jakiś inny patent. Zaczęłam eksperymentować z innymi przepisami, dostosowując je często do naszych możliwości, smaku i przede wszystkim – ulubionych składników. Dzięki temu, regularnie jemy coś innego, coś pysznego i coś zdrowszego niż sklepowe.

cudowny zapach i atmosfera w domu

Tego się nie da podrobić.

Nic nie przebije zapachu świeżego, pachnącego chleba. I mam nadzieję, że moje dziecko (a wkrótce dzieci), będą pamiętać ten zapach i zawsze kojarzyć go z domem.

magiczne doświadczenie dla dziecka

Pieczenie z rodzicem lub dziadkiem ma w sobie coś magicznego – zapamiętuje się je na zawsze. Nieważne, jakie zadanie dostanie Maluszek – nasypanie mąki do miski, rozrobienie drożdży, włączenie miksera – jest to fantastyczne doświadczenie. Jeśli przy okazji dodamy fajną muzykę w tle, zadbamy o ciekawy fartuszek i zrobimy z tego zabawę – będzie super.

Wyrabianie ciasta drożdżowego i lepienie bułek to też rewelacyjne ćwiczenie ręki – dzięki temu Twoje dziecko  rozwija zdolności manualne, trenuje paluszki, wzmacnia mięśnie dłoni. Niby banał, ale łatwiej mu potem prawidłowo trzymać ołówki i opanować pisanie.

Poza tym, maluch uczy się też korzystania z instrukcji, kreatywności i konsekwencji tego, co robi.

A co najważniejsze – spędzacie razem czas. Rozmawiacie, patrzycie na siebie. Bez telefonu, bez tabletu, bez telewizora. I to jest bezcenne doświadczenie.

fantastyczny patent na niejadka

Malutkie wersje bułeczek to niesamowity patent na dziecko, które marudzi przy jedzeniu. Miniaturowe kanapeczki mają w sobie coś, co wzbudza większe zainteresowanie i  chęć spróbowania. Poza tym, jeśli dzieci aktywnie uczestniczyły w przygotowaniu i pieczeniu, z większą ochotą pałaszują potem swoje dzieła.

Mój synek uwielbia tworzyć bułki w dziwnych kształtach. Rakiety, śrubki, roboty, samochody – i choć rzadko po wyjęciu z piekarnika przypominają one to, co sobie zaplanował, nigdy się nie zraża i zawsze chce jeść to, co sam zrobił.

Znacznie mniejszy wysiłek niż się wydaje

Choć przygotowanie 8 bułeczek wymaga trochę czasu, przy odpowiedniej organizacji, będzie to minimum TWOJEGO czasu. Zaczyn potrzebuje 10- 15 minut, ale Twój udział w jego powstawaniu to maksymalnie 1 minuta. Ciasto wyrabiamy przeważnie 5 do 10 minut. Potem rośnie, a Ty możesz zająć się czymś innym (tylko pamiętaj, o włączeniu minutnika, na przykład na telefonie, który przecież i tak masz pod ręką). Pieczywo forujemy mniej niż minutę, chyba, że akurat robimy z tego zabawę z dzieckiem, ale wtedy im dłużej tym fajniej. No i piekarnik – znowu robisz co chcesz i tylko przychodzisz na gotowe.

20 minut pracy, która w istocie bardziej jest zabawą niż wysiłkiem. Jeszcze mniej, jeśli korzystasz z miksera do wyrabiania ciasta.

Jestem pewna, że szybko nie zrezygnuję z pieczenia w domu. O ile Moje Chłopaki nie będą miały dosyć, widzę w domowych wypiekach same zalety i praktycznie żadnych wad.

Mam nadzieję, że i Ciebie przekonałam do domowego pieczywa. Pamiętaj, że nie musisz od razu przestawiać się całkowicie – możesz piec znacznie rzadziej niż ja! Dla Twojego Malucha będzie to zawsze wspaniałe doświadczenie.

Przepisy na moje ulubione pieczywo znajdziesz w Magicznej Kuchni.

Napisz komentarz